30. marca A.D. 2017 Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sabaoth. Pleni sunt caeli et terra gloria Tua.
Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. (Iz 6,3)     


   Chcę otrzymywać ciekawe
   wiadomości na e-mail:

    

Kard. Canizares: Wstęp do książki "Reforma Benedykta XVI"


Wstęp do hiszpańskiego wydania książki ks. Nicoli Buxa, pt. "Reforma Benedykta XVI. Liturgia między innowacją a tradycją", którego autorem jest Antonio kardynał Cañizares, Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.
 

Od czasu publikacji tej książki (w języku włoskim) do jej hiszpańskiego wydania minęło nie więcej niż kilka miesięcy. Mimo to znaczenie niektórych wydarzeń, które miały miejsce w tym czasie, zmieniło w ogromnym stopniu „klimat” wokół jej tematyki; przyczyniły się do tego zwłaszcza kontrowersje związane ze zdjęciem ekskomuniki z czterech biskupów wyświęconych przez abpa Lefebvre’a przed około dwudziestu laty. Ten gest bezinteresownego miłosierdzia, dokonany przez Ojca Świętego w celu ich pełnego powrotu do Kościoła i ukazujący, że Kościół nie odrzeka się od swojej tradycji, sprawił, że „tradycyjna Msza św.” została skojarzona z pewnym problemem dyscyplinarnym i co gorsza – z pewnym problemem politycznym.
W rezultacie istnieje niebezpieczeństwo zniekształcenia głębi znaczenia Motu Proprio z dnia 7 lipca 2007 r.; tego niezwykłego świadectwa zdrowego rozsądku Kościoła, uznającego pełną ważność rytu, który w sposób duchowy karmił Kościół zachodni w przeciągu wieków.

Bez wątpienia potrzeba było pogłębienia i odnowy liturgii. Często jednak nie zdołano tego osiągnąć. Pierwsza część konstytucji Sacrosanctum Concilium nie weszła w serce ludu chrześcijańskiego. Nastąpiła zmiana w formach, czyli reforma, ale nie była to prawdziwa odnowa – taka, o jaką prosili ojcowie soborowi. Czasami zmieniano z powodu prostego upodobania do zmiany, bez szacunku dla przeszłości postrzeganej jako całkowicie negatywną i przebrzmiałą, pojmując reformę jako zerwanie, a nie jako organiczny rozwój tradycji. Od samego początku wywołało to reakcje i opory, radykalizując w danym przypadku stanowiska i postawy, które zaowocowały ekstremalnymi rozwiązaniami, a wśród nich aktami pociągającymi za sobą nawet kary kanoniczne. Koniecznie jednak należy odróżnić problem dyscyplinarny, powstały wskutek nieposłuszeństwa pewnej grupy, od problemu doktrynalnego i liturgicznego.
Jeśli naprawdę wierzymy, że Eucharystia jest rzeczywiście „źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego” – jak nam przypomina Sobór Watykański II – to nie możemy dopuścić, aby celebrowano ją w sposób niegodny. Dla wielu akceptować reformę soborową oznaczało celebrować Mszę tak, by w ten lub inny sposób musiała ona być „desakralizowana”. Iluż kapłanów traktowano jako „zacofanych” albo „przeciwnych soborowi” tylko dlatego, że celebrowali w sposób uroczysty, pobożny lub najzwyczajniej byli doskonale posłuszni rubrykom! Stanowczo należy porzucić tę dialektykę.

Reforma została wprowadzona i z początku przeżywana zasadniczo jako zupełna zmiana, jakby należało tworzyć pewną przepaść między tym, co było przed Soborem, i tym, co po Soborze, w tym kontekście używano terminu „przedsoborowy” niemalże jako obelgi. Zostało tu również zauważone zjawisko, które papież obserwuje w swoim ostatnim liście do biskupów z dnia 10 marca 2009 r.: „Niekiedy można odnieść wrażenie, że nasze społeczeństwo potrzebuje przynajmniej jednej grupy, do której podchodzi bez żadnej tolerancji: którą spokojnie może atakować i nienawidzić”. Przez lata był to w dużej mierze problem kapłanów i wiernych przywiązanych do formy Mszy odziedziczonej w przeciągu wieków, wielokrotnie traktowanych „jako trędowatych”, jak to mówił bez ogródek ówczesny kardynał Ratzinger.

Dzisiaj, dzięki Motu Proprio, ta sytuacja zmienia się w sposób widoczny. W wielkiej mierze dzieje się tak, ponieważ wolą Ojca Świętego nie było wyłącznie zadowolenie naśladowców abpa Lefebvre’a ani ograniczanie się do odpowiedzi na słuszne pragnienia wiernych, którzy, z różnych powodów, czują się związani z dziedzictwem liturgicznym reprezentowanym przez ryt rzymski, ale także, i to w sposób szczególny, by otworzyć bogactwo liturgiczne Kościoła dla wszystkich wiernych, w ten sposób czyniąc możliwym odkrywanie skarbów dziedzictwa liturgicznego Kościoła tym, którzy jeszcze ich nie znają. Ileż razy niesłuszne stanowisko tych, którzy je lekceważą, pochodziło nie z innej przyczyny jak tylko z tej niewiedzy! Dlatego, biorąc pod uwagę ten ostatni aspekt, Motu Proprio w swym znaczeniu sięga daleko poza istniejące lub nieistniejące konflikty: nawet gdyby nie byłoby żadnego „tradycjonalisty”, którego należałoby zadowolić, wówczas „otwarcie” to, byłoby wystarczające by uzasadnić rozporządzenie Ojca Świętego.

Padły również słowa, że przepisy Summorum Pontificum są „zamachem” na Sobór, jednak takie myślenie pokazuje nieznajomość tegoż Soboru, którego intencją było, aby wszyscy wierni mieli okazję poznać i docenić rozmaite skarby liturgii Kościoła. Właśnie tego gorąco pragnęło to wielkie zgromadzenie: „Trzymając się wiernie tradycji, Święty Sobór oświadcza, że Święta Matka Kościół uważa za równe w prawach i godności wszystkie prawnie uznane obrządki i chce je na przyszłość zachować i zapewnić im wszelki rozwój” (SC, 4).
Z drugiej strony, wskazania te nie są żadną nowością; Kościół zawsze je podtrzymywał, a jeśli czasami tak się nie działo, to konsekwencje tego były tragiczne. Nie tylko respektowało się ryty wschodnie, ale też na Zachodzie diecezje takie jak Mediolan, Lyon, Kolonia, Braga i różne zakony w przeciągu wieków, w sposób pokojowy zachowywały swoje różne ryty. Ale najlepszym przykładem dla zobrazowania tej sytuacji jest niewątpliwie archidiecezja w Toledo. Kardynał Cisneros dołożył wszelkich starań, by w archidiecezji zachować jako „nadzwyczajny” ryt mozarabski, któremu groziło zniknięcie; nie tylko wydał mszał i brewiarz, ale też urządził specjalną kaplicę w kościele katedralnym, w której jeszcze dziś celebruje się codziennie w tym rycie.

Ta różnorodność rytów nigdy nie oznaczała i nie może oznaczać różnic doktrynalnych; wręcz przeciwnie, uwidacznia głęboką tożsamość. Potrzeba, aby także wśród rytów aktualnie używanych nastała jedność. Aktualnym wyzwaniem, na które wskazuje książka don Nicoli Buxa, jest ukazanie tożsamości teologicznej między liturgią różnych rytów, które były celebrowane w przeciągu wieków, i nową liturgią, owocem reformy; lub jej odzyskanie, jeśli ta tożsamość byłaby zamazana.
„Reforma Benedykta XVI” jest więc książką bogatą w informacje, refleksje i idee, a spomiędzy wielu zagadnień w niej podejmowanych, chciałbym wyróżnić niektóre punkty:
Pierwszy dotyczy nazwy, jaką określa się tę Mszę. Autor proponuje, by nazywać ją na styl wschodni „liturgią Św. Grzegorza Wielkiego”. Być może lepiej mówić tak niż po prostu „Msza gregoriańska”, ponieważ nazwa „Msza gregoriańska” mogłaby dać podstawy dla podwójnego błędu (którego w tym przypadku można by uniknąć za pomocą miana „damazjańsko-gregoriańska”). Jest również bardziej odpowiednia niż określenie „Msza tradycyjna”, gdzie przymiotnik wprowadza niebezpieczeństwo skalania się pewnym ładunkiem polemicznym albo „folklorystycznym”; czy „forma nadzwyczajna”, która jest nazwą zbyt sztuczną. „Usus antiquior” ma ten defekt, że odnosi się jedynie do chronologii. Z drugiej strony „usus receptus” byłby nazwą zbyt techniczną. „Mszał św. Piusa V” lub „bł. Jana XXIII” są określeniami zbyt ograniczonymi. Jedyną niedogodnością jest to, że w rycie bizantyńskim już jest liturgia Św. Grzegorza, Papieża rzymskiego; jest to liturgia uprzednio poświęconych darów, celebrowana podczas Wielkiego Postu.

Po drugie, fakt, że ryt jest „nadzwyczajnym” nie powinien oznaczać, że ma być używany tylko przez kapłanów i wiernych, którzy posługują się wyłącznie nadzwyczajnym sposobem celebracji. Jak zaleca ks. Bux, byłoby czymś bardzo pozytywnym, gdyby kapłani celebrujący na co dzień w sposób „zwyczajny”, używali również od czasu do czasu rytu „nadzwyczajnego”. Chodzi tu o skarb, którym jest dziedzictwo wszystkich i do którego, w ten czy inny sposób, wszyscy powinni mieć dostęp. Dlatego można by było zaproponować, w szczególnych okazjach, korzystanie ze starego Mszału (zwłaszcza jeśli w nowym kalendarzu nie ma zostało przewidziane nic szczególnego): na przykład w okresie Siedemdziesiątnicy, na Kwartalne Dni Modlitwy i Post [tzw. Suche Dni] albo na Wigilię Pięćdziesiątnicy, a może, nawet na potrzeby pewnych szczególnych wspólnot, zarówno życia konsekrowanego jak i bractw. Celebracja „nadzwyczajna” byłaby także bardzo użyteczna dla oficjów Wielkiego Tygodnia, a przynajmniej niektórych z nich, ponieważ w Triduum Sacrum te ceremonie lub modlitwy sięgają najwcześniejszych epok Kościoła.
Innym punktem, który należy wyróżnić jest postawa Benedykta XVI; nie tyle wprowadza on pewne nowości albo zmienia kierunek rządzenia, ile doprowadza do konkretyzacji tego, co już Jan Paweł II przedsięwziął w takich inicjatywach jak papieski dokument Quattuor abhinc annos, konsultacja z komisją kardynałów, Motu Proprio Ecclesia Dei i utworzenie Komisji o takiej samej nazwie, a także przemówienie skierowane do Kongregacji Kultu Bożego (w 2003 r.).
Istotne jest także zwrócenie uwagi na reperkusje ekumeniczne tego dokumentu; krytyka, skierowana przeciwko rytowi przejętemu z tradycji rzymskiej, dosięga także innych tradycji a przede wszystkim naszych prawosławnych braci. Prawie wszystkie ataki przeciwników ponownego wprowadzenia dawnego mszału wymierzone są dokładnie w te punkty, które mamy wspólne z wschodnimi chrześcijanami! Potwierdzeniem tego faktu są pozytywnie słowa wypowiedziane po publikacji Motu Proprio przez zmarłego niedawno patriarchę Moskwy.

Wreszcie, nie mniej istotny jest fakt, że książka ks. Buxa pomoże nam uświadomić sobie różne aspekty sytuacji, w której się aktualnie znajdujemy. Nasze pokolenie musi zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami w obszarze liturgii: Pomóc całemu Kościołowi podążać w pełni za tym, co wskazał Sobór Watykański II w konstytucji Sacrosanctum Concilium oraz za tym, co Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o liturgii, zebrać to, co napisał na ten temat Ojciec Święty – jeszcze jako kardynał Ratzinger, szczególnie w swej przepięknej książce Duch liturgii, ubogacić się sposobem w jakim Ojciec Święty celebruje liturgię – wspierany przez Papieskie Biuro Celebracji Liturgicznych, któremu przewodzi ks. prałat Guido Marini, a którego doradcą jest autor tejże książki. Te pontyfikalne liturgie są wzorcowymi dla całego świata katolickiego.
Na koniec chciałbym zaznaczyć, że byłoby bardzo ważne, aby wszystko to było dogłębnie wykładane w seminariach jako integralna część formacji kapłańskiej, aby dać możliwość poznania teoretyczno-praktycznego bogactwa liturgicznego; nie tylko rytu rzymskiego, ale także, na miarę możliwości, różnych rytów Wschodu oraz Zachodu i w ten sposób stworzyć nowe pokolenie kapłanów wolnych od dialektycznych uprzedzeń.
Oby ta wartościowa książka don Nicoli Buxa przysłużyła się do lepszego poznania intencji Ojca Świętego i do odkrycia bogactw otrzymanego dziedzictwa, a tym samym oświeciła nas w naszym działaniu. Dlatego prośmy Pana o to, byśmy, jak mówił Paweł VI, umieli odczytywać „znaki czasu”.

+ Antonio kardynał Cañizares
Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów
Arcybiskup Administrator Apostolski Toledo
8 kwietnia 2009


Tłumaczenie: o. Nikodem Najmowicz OCD



  strona główna  |  mapa serwisu  |  ^góra strony   
Copyright © 2006-2007 SANCTUS.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone
Księgarnia Katolicka - Dewocjonalia Wałbrzych - Soczewki kontaktowe - Farby Rafil