28. marca A.D. 2017 Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sabaoth. Pleni sunt caeli et terra gloria Tua.
Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. (Iz 6,3)     


   Chcę otrzymywać ciekawe
   wiadomości na e-mail:

    

Msza św. za mało atrakcyjna - o. Tomasz Kwiecień OP


O banalizowaniu liturgii, powrocie do chorału i słabościach polskiego duszpasterstwa z o. Tomaszem Kwietniem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

Ks. Tomasz Jaklewicz: Mam wrażenie, że to, co dzieje się w kościele, i to, co dzieje się w tzw. świeckim życiu, to jakby dwa różne światy. Gdzie szukać przyczyn tego rozejścia?
O. Tomasz Kwiecień OP: – To są jednak dwa różne oblicza ludzkiej aktywności. Ale i liturgia, i życie odnoszą się do tego samego źródła, czyli do Boga. Zarówno aktywność świecka, jak i aktywność liturgiczna ma nas zbliżać do świętości. W życiu świeckim to kwestia moralności, codziennych wyborów, posłuszeństwa natchnieniom Ducha Świętego itd. A w liturgii chodzi o to, aby ona w swoich gestach, w rytach i słowach nie zgubiła odniesienia do Boga. Ryt liturgiczny nie ma szukać związków ze światem, ale z Bogiem i poprzez ten związek dopiero nawiązywać relację do świata.

Czy liturgia może zagubić odniesienie do Boga?
– Tak. Często gubi się to odniesienie. My, księża, zapominamy, po co pasterzujemy, dokąd prowadzimy. I tu jest problem. Aby liturgia odnosiła człowieka do Boga, musi być niecodzienna. Nie może posługiwać się codziennym językiem. Wiele do życzenia pozostawia jakość tłumaczeń tekstów liturgicznych. Wiele spustoszenia robią także banalne tekściki różnych modlitw albo formularze modlitw wiernych, które są nieraz pouczaniem Pana Boga, co ma zrobić i w jaki sposób. Oczywiście, że każde mówienie do Boga jest też mówieniem o Bogu, niemniej za dużo jest w naszym języku liturgicznym dydaktyzmu.

Można prosić o przykład złego języka liturgicznego.
– W jednym z naszych klasztorów dwadzieścia lat temu zdarzyło się, że Wigilia Paschalna rozpoczynała się o skandalicznej godzinie – 18.00. Czerwone słoneczko zachodziło za zielonym gajem. Paschał miał rozświetlić „ciemności” późnego popołudnia. Komentator rozpoczął słowami: „A teraz wyobraźmy sobie, że w kościele jest ciemno…”. To jest przykład horrendalnego języka religijnego, gdzie nie respektuje się prostych praw adekwatności słowa, symbolu, gestu i pory dnia. Mimo watykańskiej instrukcji o Triduum Paschalnym z 1987 roku, w której wprost zabrania się sprawowania Wigilii Paschalnej przed zachodem słońca, w Polsce nadal jest normą liturgia o 18.00 czy 20.00. Pada tu często argument, że ludzie nie przyjdą. Ciekawe, że na Pasterkę przychodzą.

Czy nie świadczy to o jakimś niezrozumieniu, czym właściwie jest liturgia?
– Jeżeli słowo opowiada coś innego, niż przekazuje znak, tak jak w powyższym przykładzie, to wtedy słowo jest kłamliwe. W liturgii nie ma miejsca na kłamstwo. Przecież nie wyobrażę sobie, że w kościele jest ciemno, choćbym nie wiem jak się wysilał. Powstaje dysonans, zgrzyt. Zaczynamy patrzeć na liturgię z przymrużeniem oka. Ważne staje się tylko to, aby – przepraszam za wyrażenie – „zrobić Pana Jezusa”, a cała warstwa celebracji jest nieważna, umowna. Cała warstwa świętowania jest nieważna. To tak jakby ktoś zaprosił gości na urodziny do McDonalda, jadł hamburgery z papierowego talerzyka i pił kawę z tekturowego kubka i jeszcze udawał, że jest wspaniałe święto. Normalna ludzka wrażliwość podpowiada nam, jak świętować urodziny, imieniny itd. Ale to się nie przekłada na świętowanie w kościele. Liturgia nie przemawia do życia, bo ona w ogóle nie przemawia.
 
Liturgia staje się sztuką dla sztuki?
– Staje się czymś, co trzeba szybko odbębnić, bo po co się przejmować.

Kościoły przegrywają w niedzielę konkurencję z supermarketami.
– Supermarkety to świątynie kapitalizmu. Mówię to bez złości. Być może kapitalizm potrzebuje swoich świątyń. Dla mnie kłopotem jest to, że Msza święta przestała być dla ludzi atrakcyjną propozycją.

Czy liturgia powinna być atrakcyjna?
– Powinna być atrakcyjna, ale nie atrakcyjnością rodem z popkultury. Uważam, że błędem duszpasterskim jest wprowadzanie elementów popkultury do kościołów. Liturgia powinna być z natury inna, bo to jej inność jest właśnie atrakcyjna. Chodzi o to, abyśmy odkryli, że liturgia ma w sobie moc przyciągania do Chrystusa pod warunkiem, że nie małpuje innych wzorców. Liturgia ma wprowadzać w inny świat. Językiem popkultury wprowadzimy ludzi tylko w ten świat. Powinniśmy brać sprawdzone wzorce z tradycji Kościoła i wtedy liturgia zacznie pociągać. Nie możemy mówić językiem popkultury o tajemnicy krzyża, ponieważ ta tajemnica się w tym języku nie zmieści, nie ma w nim właściwych form wyrazu. Uważam, że sposobem zwiększenia „atrakcyjności” liturgii byłoby wracanie do niektórych tzw. przedsoborowych form liturgicznych.

Czy to znaczy, że posoborowa reforma liturgiczna nie spełniła pokładanych w niej nadziei?
– Mam wrażenie, że ostatnia reforma liturgiczna jest traktowana jak święta krowa, nie do ruszenia. Krytyczne zdanie o reformie posoborowej wywołuje natychmiast falę oburzenia. Ta reforma miała swoje wielkie plusy, ale miała także swoje minusy. Trzeba spokojnie zobaczyć jedno i drugie.

Starsi księża opowiadają, że zmiany w liturgii po soborze były przyjmowane z entuzjazmem czy nawet z poczuciem ulgi.
– Oczywiście wielkim plusem reformy było wprowadzenie czytań w języku narodowym, uproszczenie pewnych gestów, uwolnienie księdza od lęku, że kiedy coś bezwiednie przeinaczy, to ciężko zgrzeszy. Skostnienie przedsoborowej liturgii było ewidentne, także dlatego że rzadko kiedy duchowni otrzymywali teologiczną formację w dziedzinie liturgii. To była najczęściej nauka wykonywania rytuału. Dlatego reforma została przyjęta z takim entuzjazmem. Moi amerykańscy współbracia tak byli zmęczeni tym nerwicowym podejściem do liturgii, że palili na grillu stare mszały. Soborowa Konstytucja o liturgii jest dokumentem znakomitym. W konkretnych rozwiązaniach po soborze popełniono jednak szereg błędów. Potępiono w czambuł to, czym ludzie karmili się przez 1600 lat. Nastąpiło zbanalizowanie formy liturgicznej przez wprowadzenie do liturgii języka gazetowego. Doszło do zakłócenie jedności między wnętrzem świątyni, słowem i gestem. To wszystko kiedyś było jedną całością.
 
Czy to oznacza, że mamy wrócić do dawnej liturgii?
– Nie nawołuję wcale do powrotu do liturgii trydenckiej. Wzywam do pewnej odwagi myślenia, do zastanowienia się, jak ograniczyć banał, który panuje w naszych celebracjach. Nie chcę nowej rewolucji, chodzi o kroki ewolucyjne, o powrót do pewnego ducha, nie litery. Warto nawiązać do pewnych rzeczy. Kiedy porównujemy pierwsze, drugie i trzecie wydanie Mszału rzymskiego, to widzimy, że to trzecie jest bardziej konserwatywne niż pierwsze i nawiązuje do pewnych elementów starego rytu. To jest pewien kierunek, w którym Kościół idzie. Można dobrze posoborowo sprawować Eucharystię. Trzeba sobie tylko wziąć do serca Wstęp do Mszału oraz Instrukcję o należytym sprawowaniu Eucharystii. U nas jednak wciąż patrzy się pobłażliwie na księdza, który dziwaczy przy Mszy św., a podejrzliwie na kogoś, kto odprawia tradycyjnie i promuje chorał gregoriański.

Czy łacina powinna powrócić do liturgii?
– Soborowa Konstytucja o liturgii mówi, że wierni powinni umieć po łacinie zaśpiewać części stałe Mszy św. Kto to potrafi? Upłynęło ponad 40 lat, a nie zrealizowaliśmy jeszcze tego postulatu. Mam doświadczenie, że z początku są opory, ale ludzi da się przekonać. Nasze ośrodki dominikańskie, które eksperymentowały ze śpiewem wielogłosowym, teraz często wracają do chorału. Śpiew gregoriański ma sobie moc. On sprawdził się przez stulecia.

A co z katechezą liturgiczną?
– Właściwie jej nie ma. Robiłem taki test wśród znajomych. Pytałem ich, co ci twój kościół parafialny mówi podczas kazania? Najczęstsze odpowiedzi „nic mi nie mówi” albo „mówi mi, że trzeba chronić życie poczęte”. Ja jestem całym sercem za obroną życia. Ale jeżeli ten temat, a nie Pascha Chrystusa staje się głównym przesłaniem (kerygmatem) Kościoła, to jest to nieporozumienie. W tekstach liturgicznych wciąż mowa jest o misterium paschalnym, ale niemal nikt tego nie tłumaczy. Mamy posoborową liturgię, ale wciąż przedsoborowe duszpasterstwo. Dorośli ludzie często nie wiedzą o wierze nic. Kto się nimi zajmuje? Zajmujemy się dziećmi i nie mamy czasu na dorosłych. Pierwotny Kościół w ogóle nie zajmował się dziećmi, tylko dorosłymi. Najlepszymi katechetami dzieci są ich rodzice. Ale jak mają katechizować, skoro nikt im nie pomaga. To już św. Paweł pisał: „Jakże mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?” (Rz 10,14).
 
Czy naprawdę jest aż tak źle?
– Jeżeli powszechne jest przekonanie, że wystarczy być dobrym człowiekiem, żeby być chrześcijaninem, i nie potrzeba do tego żadnej praktyki religijnej, to znaczy, że ponosimy klęskę. W Łodzi 15 proc. ludzi chodzi do Kościoła, w Warszawie mniej. W polskim Kościele zaczęło się już w tej chwili to, co 30 lat temu dotknęło Kościoły w Europie Zachodniej. Chrześcijaństwo ma coraz mniejszy wpływ na ludzkie decyzje. Nie głosimy Ewangelii, to jest podstawowy grzech duchowieństwa. Dajmy ludziom strawę. Przecież każdy ksiądz chodzi do szkoły czy do szpitala, spotyka się z ludźmi. Wystarczy podzielić się tym doświadczeniem wiary. Cóż innego robił św. Jan Vianey? Nie miał erudycji, mówił z prostotą o Bogu, którego poznawał, któremu wierzył. Żebyśmy robili tylko tyle….
 
o. Tomasz Kwiecień ur. 1965 r., dominikanin, liturgista, studiował w Papieskim Instytucie Liturgicznym w Rzymie. Mieszka w Łodzi
 



  strona główna  |  mapa serwisu  |  ^góra strony   
Copyright © 2006-2007 SANCTUS.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone

o. Tomasz Kwiecień OP
Modlitwa w stylu retro
Modlitwa w stylu retro
Kanon Rzymski

Księgarnia Katolicka - Dewocjonalia Wałbrzych - Soczewki kontaktowe - Farby Rafil